Życiorys ks. Jana Berthiera MS

Życiorys ks. Jana Berthiera MS

Ks. Jan Berthier urodził się w Chatonnay, w diecezji Grenoble, 24 lutego 1840 roku. Pierwsze swoje lala życia Jan spędził w zaciszu domowego ogniska. Urodzony w pracowitej i chrześcijańskiej rodzinie, nauczył się modlić na kolanach swojej łagodnej i pobożnej matki.

„Uważam, że jedną z największych łask, jaką otrzymałem od dobrego Boga, była moja matka; ona mnie korygowała formowała, nic nie umykało jej oku: rozumiała, że nim stała się matką, była wpierw chrześcijanką i że jej pierwszym obowiązkiem było wychowanie chrześcijanina".

Ojciec był człowiekiem „o charakterze energicznym, był pracowity i oszczędny. To on kazał mi wymawiać najtrudniejsze słowa z Biblii np. Nabuchodonozor i radował się niezmiernie, gdy wypowiadałem je bezbłędnie”.

W domu rodzinnym odnosił się do swych rodziców z godną podziwu uległością. Kiedy Jan był zupełnie mały, jego matka zalecała mu pilnowanie orzechów i jabłek przeznaczonych na sprzedaż, nigdy nie ośmielił się wziąć jednego z nich bez wyraźnej zgody matki. Jako dziecko o żywej inteligencji i dobrej pamięci, zaangażował się poważnie w naukę języka francuskiego i należał do najlepszych w klasie. Od 8 roku życia był ministrantem.

O pierwszej komunii św. napisał ks. Jan:

„Jeśli to wielkie wydarzenie życia chrześcijańskiego jest przygotowane z wymaganą starannością, jakże wiele rzeczy może nam wówczas powiedzieć nasz Pan; wchodząc do serca czystego, przez jakie łagodne tony może On pociągnąć ku sobie”.

Już po I komunii św. rozpoczął naukę łaciny z zamysłem zostania kapłanem.

W 1853 r. wstąpił do Niższego Seminarium, gdzie dał się poznać jako najlepszy uczeń, a w latach 3858-1862 studiował w Wyższym Seminarium w Grenoble. Już tutaj uchodził powszechnie za świętego. Pobożność i studia uzupełniały się wzajemnie. „Studiować, by być pożytecznym bliźniemu - mawiał - jest wielkim miłosierdziem, ale studiować, by wykorzystać naukę do uświęcenia się, jest doskonałą roztropnością". Był lubiany przez swą rodzinę, swego proboszcza, przez całą parafię; osoby starsze lubiły uścisnąć mu dłoń i na przyjacielskie: „Szczęść Boże, Księże Berthier!" kleryk miał zawsze dobre i życzliwe słowo. O objawieniach Matki Bożej z La Salette dowiedział się od swojej babci. I kiedy odbył pielgrzymkę do La Salette i ta zrobiła na nim duże wrażenia, powiedział sobie: tutaj powrócę. Podjął też decyzję rozpoczęcia życia zakonnego.

Był diakonem, kiedy wstąpił do Zgromadzenia Misjonarzy Matki Bożej z La Salette, założonego po objawieniu Dziewicy w 1846 roku. Wyświęcony na kapłana został 20 września 1862 r. Ponieważ był słabego zdrowia, już w pierwszym roku kapłaństwa jeden z ojców zaproponował mu: „Niech się ksiądz weźmie trochę za pisanie, bo przecież musi ksiądz coś robić". Sam o sobie mówił, że otrzymał „łaskę od Matki Bożej" bycia misjonarzem przez pióro. W dniu święceń kapłańskich napisał w notatniku rekolekcyjnym: „Boże mój, jakiż ma się pokój, będąc sługą biednych, jakiż ma się pokój szukając ostatnich miejsc i kochając uniżenie się".

W kapłaństwie wykazał niezwykłą aktywność duszpasterską głosząc misje przez ponad 30 lat w 16 różnych diecezjach, wygłaszając rekolekcje dla księży, seminarzystów, zakonników i zakonnic oraz dla świeckich.

Piękne świadectwo dał jego współbrat:

„Ojciec Berthier był świętym i uczonym, wzorem misjonarza, sumiennym pracownikiem i pochłoniętym gorliwością, aktywnym, dokładnym, surowym, ale i łagodnym i uprzejmym, przyciągającym serca i ujmującym dusze... jaskrawym na tle zwyczajności sobie podobnych”.

Kochał posługę spowiedzi i głoszenie Słowa Bożego. Współbrat głoszący z nim misje napisał: „Nie znam żadnych misji prowadzonych przez świętego ojca Berthiera, które nie zakończyłyby się powodzeniem”. Inny współbrat napisze: „Duszpasterstwo słowa i pióra ukazuje dwoistość służby misyjnej ojca Berthiera, która odnawia się, utrzymuje, a nawet wzmacnia z biegiem lat. To wokół tych dwóch biegunów kręciło się całe jego życie”.

Przełożeni, poznając jego talent wychowawczy, obdarzyli go stanowiskiem dyrektora szkoły apostolskiej na La Salette w latach 1876-1894. Pełnił też wiele odpowiedzialnych funkcji w Zgromadzeniu.

Nabożeństwo do Matki Bożej inspirowało go bardzo mocno. Napisano, że Matka Boża to właśnie jego upatrzyła sobie w sposób szczególny do przeprowadzenia swego Dzieła, do pozyskania i postawienia na nogi armii niezliczonych apostołów. Ks. Berthier w czasie wieloletniej pracy misjonarskiej zauważył, iż w parafiach spotyka się pewną liczbę młodych ludzi, którzy przekroczyli już wiek, w którym to na ogół przyjmuje się do szkół apostolskich i do seminariów. "Wydaje się, że Instytut który mógłby ich przygarnąć, byłby dziełem użytecznym" - pisał. Projekt takiego Instytutu został przedstawiony papieżowi Leonowi XIII.

Ks. Berthier spędził trzynaście ostatnich lat życia w ubóstwie, pośród swoich seminarzystów jako profesor i dyrektor. Ostatnie zaś dwa dni były szczególne. Padło z jego ust wiele pouczających słów. W ostatnim momencie życia pragnął jeszcze odprawić Mszę św. Zmarł 16 października 1908 roku. Przeżył w stanie duchownym 47 lat. Dziekan z Grave napisał: „Umarł święty, zakończył swe życie oddania, modlitwy, pokory i poświęcenia. Stoczył on dobry bój, zakończył swój bieg; otrzymał swą koronę, albowiem był to święty, absolutnie święty". Pochowany został w Grave w Holandii, w domu macierzystym. Ale w 1995 roku ciało O. Berthiera przeniesione zostało na Górę La Salette, Jego ukochane miejsce.

W sercach naszych niech pozostanie sentencja powtarzana często przez ks. Jana Berthiera: „Bez wielkiego ideału nie dokonacie nigdy niczego wielkiego. Jak możecie innych podnosić na szczyty doskonałości, skoro sami jesteście przyklejeni do ziemi".

16 grudnia 1950 roku rozpoczął się proces beatyfikacyjny ks. Jana Berthiera. Odtąd przysługuje mu tytuł Sługi Bożego.

Opracował ks. Andrzej Rabij MSF